Ta pomoc nic nie kosztuje!
Ta pomoc nic nie kosztuje!
sobota, 27 czerwca 2009
Dłuższe wakacje...
Potrzebne nam były, by odpocząć, nabrać sił i by się w końcu wyspać. Pojechaliśm do znajomych P. do Hiszpanii i przy okazji zrobiliśmy sobie objazd po tym kraju. Nie siedzieliśmy w miastach, raczej była to wycieczka po prowincjach. I zaczęłam lubić agroturystykę... serio! Spokojnie, cicho, nikt nigdzie się nie śpieszy. Chyba potrzeba nam zmiany stylu życia. Ale od pracoholizmu nie tak łatwo się odzwyczaić. Tym badziej, że mamy go w podwójnym wydaniu ;)
środa, 20 maja 2009
Wiosna...
Coś nam w tym roku ta wiosna nie wyszła. Albo pada, albo jest tak ciepło, że wszyscy chodzą po ulicach roznegliżowani i potem skutkiem tego jest katar do pasa. Mieliśmy zaplanowanego grilla na weekend i co? Padało! Nawet maleństwo nie lubi wychodzić na spacery, jak pada. Nie mam nic przeciwko opadom, rośliny potrzebują deszczu, ale ja bym chciała się trochę powygrzewać. Trzymam kciuki za czerwiec!
09:33, mon_soleil
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 kwietnia 2009
Powrót do domu
Dopiero dziś wróciliśmy po świętach. Długi był ten wyjazd, ale potrzebny. Trochę odpoczynku od stagnacji, jaka mnie ostatnio otoczyła. Od tej zwyczajności chorego człowieka. Denerwuje mnie ostatnio wiele rzeczy - nie to, że jestem chora, bo do tego się już przyzwyczaiłam. Nie to, że włosy nie chcą mi odrastać, a jak już to są jak puch niemowlaka. Najbardziej wkurza mnie to, że widać to po mnie - jestem chuda jak szkieletor i ludzie się nade mną litują. Kiedy ja zacznę normalnie żyć?
08:45, mon_soleil , Marazm
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 kwietnia 2009
Maleństwo w samolocie
Gorzej niż z dzieckiem. Pierwszy lot naszego maleństwa wyglądał okropnie. Niedość że maleństwo musiało być zamknięte w klatce (no wiem, ze to taki transporter, ale mi to na klatkę wygląda), to jeszcze strasznie wystraszyła psina, tak że po przylocie na miejsce przez trzy godziny nie wychodził zza szafy. Powrót od rodziców odbędzie się chyba drogą lądową. Trzy razy dłużej, ale przynajmniej maleństwo nie będzie miało traumy do konca życia. A święta minęły nam jak co roku - za szybko. I jak co roku sąsiedzi patrzyli się na nas jak na wariatów, jak brat latał za mną z wiadrem w poniedziałek. Że przez tyle lat się nie przyzwyczaili do tego widoku...
czwartek, 09 kwietnia 2009
Pies
P. kupił mi psa. No myślałam, że go zabiję! Na cholerę mi pies? I jeszcze pies w bloku - zawsze byłam przeciwniczką, bo moim zdaniem psy w bloku się męczą. Co prawda małe to, śliczne.... ale żywiołowe. I urośnie. I to on mnie wyprowadza na spacer, a nie ja go. Nie mam nawet siły go utrzymać. I już mi od 5.00 skomle, że chce na dwór, a tam deszcz! Normalnie zabiję kiedyś tego faceta! 
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Ile jeszcze?
Czy wiecie jak to jest, modlić się o każdy kolejny dzień swojego życia? Czy wiecie jak to jest, nie widzieć w nim już sensu? Sensu w dalszej walce? Ja bym chciała nie wiedzieć.  Czy wiecie jak to jest, po długim czasie 'wewnętrznej śmierci' ponownie odżyć? To akurat wiem. Tyle że chciałabym częściej odżywać. Albo wcale nie umierać... Podobno mam jeszcze do dwóch lat życia. I wiecie co? Dopiero teraz zaczęłam planować... I nie wystarczy mi na to wszystko dwóch lat. Potrzebuję więcej, więc znowu zaczyna się walka... No to do boju!
wtorek, 11 listopada 2008
Co się działo...
Szybko, zwięźle i na temat: zaczęło się od kataru, którego przecież się nie leczy. Zaczął się kaszel, na który też przecież w aptece jest tyle środków, że wizyta u lekarza wydaje się zbędna. P. wyjechał, mnie nie miał kto pilnować... Wiem, wiem - ze mną, jak z dzieckiem. W każdym będź razie przeszło to wszystko na płuca, a u mnie każdego typu infekcja wymaga hospitalizacji. I tak odcięli mnie od świata na długi czas. Do tego wszystkiego wyniki były gorsze niż zazwyczaj, więc już mieli dwa powody. Zdecydowany sprzeciw pacjentki dolał tylko oliwy do ognia, więc postawili na swoim. P. powiedział, że któregoś dnia mnie ubezwłasnowolni, wtedy nie będę miała nic do gadania i wsadzi mnie do szpitalnego łóżka nawet przy lekkim kichnięciu. No cóż, chodzi o to, że już jestem... Chudsza o 10 kilo, bogatsza o nowe doświadczenia i znajomych. Boże, jak ja nienawidzę szpitali! 
10:01, mon_soleil , Marazm
Link Komentarze (8) »
piątek, 15 sierpnia 2008
Maruda!
Ostatnio pomagam koleżance w organizacji ślubu. I wiecie co? Jestem z każdym dniem coraz bardziej przekonana, że mój szybki ślub był najlepszą rzeczą, jaką mogliśmy wymyślić. Chodzenie, załatwianie, a to kwiaty, a to ustalanie menu... Do tego cały czas marudzi, bo jej się lokal nie podoba, bo orkiestra za kiczowata, bo... Normalnie już ma nas (bo jest jeszcze jedna koleżanka) dosyć, bo cały czas się z niej śmiejemy. Jak w tym tempie będzie się decydowała na wszystko, to do tego ślubu niegdy nie dojdzie. Chociaż jedno muszę jej przyznać - ciężko o dobry lokal. Poza tym część terminów (letnich, bo na takim jej zależy)na 2009 jest już zajęta, więc zostaje jej szybka decyzja, bo zaraz i 2010 będzie zajęty.
wtorek, 05 sierpnia 2008
E-mail
Dostaliśmy e-maila. Wspólnego, ale na jego adres. W skrócie brzmiał tak: "Miałam wypadek. Auto do kasacji, mi nic nie jest. - Tu moje zastanawianie, po co ona nam to pisze, ale cztam dalej -  Zawsze się słyszy, że w momencie śmierci całe twoje życie staje Ci przed oczami. Coś w tym jest. Zaczęłam się modlić i miałam wrażenie, że w moim życiu narobiłam więcej złego niż dobrego. Nie chciałam umierać wiedząc, że mam wrogów. że są osoby, które zraniłam i nie miałam odwagi przeprosić. Coś jak w przypadku leczenia alkoholowego - przeproś wszystkich, których zraniłeś. Ale ja naprawdę chciałabym przeprosić - za to, że tak bardzo namieszałam w Waszym życiu i że przeze mnie ona tylko cierpiała. Przepraszam za cały ból, który sprawiłam. Jestem gotowa powiedzieć to nawet w cztery oczy, ale nie wiem, czy wy byście chcieli na mnie patrzeć."  
Wybaczam, bo okazała skruchę. Chyba napradę mogę powiedzieć, że wybaczam.
piątek, 25 lipca 2008
Się rozszaleli...
Weekend nad morzem - zaraz wyjeżdżamy, póki jest ładna pogoda i póki nam się chce. Jak tak - to tyłka z domu nawet do sklepu nie chciało nam się ruszyć. A jak zaczęliśmy jeździć, to jeździmy na okrągło. Trzeba zacząć wykorzystywać dany nam czas. Jeden mankament - ja strasznie nie lubię się opalać. Trzeba coś wymyślić, żeby się z tego wymigać. Albo poprostu krem z takim filtrem kupić, przez który nawet najsilniejsze promienie się nie przebiją. I dalej będę baldziutka, jak córka młynarza ;P 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26